PLUS

Baner

Tęczaki z jeziora Erie

Tęczaki z jeziora Erie

Wędkarska relacja Józefa Kołodzieja z wyjazdu nad jezioro Erie w Pensylwanii.

Gdyby nie mój kolega “od kija”, Leszek Kowalczyk z New Jersey, pewnie do dzisiaj marzenie o zwędkowaniu pięknego pstrąga tęczowego (steelhead) pozostałoby w sferze niespełnionych wypraw na tą szlachetną rybę. To właśnie Leszek parę lat temu zaraził mnie do wędkowania pstrąga i łososia na muchówkę.

Z początku byłem wielkim sceptykiem co do możliwości zwędkowania tak dużych okazów (4 - 8 lbs i więcej) na delikatne zestawy wędziska muchowego. Szybko przekonałem się pod kierunkiem mojego „guru” (Leszka), że jest to absolutnie realne, a samo wękowanie na muchę sprawia mi teraz niesamowitą frajdę i przyjemność.

Tak więc, od paru już lat wędkowanie na tęczaka na strumykach wpadających do jeziora Erie w Pensylwanii wpisane jest do mojego wędkarskiego kalendarzyka. W tym roku musieliśmy z moimi kolegami uzbroić się w cierpliwosć ze względu na przedłużającą się zimę. Wreszcie pod koniec marca doczekaliśmy się poprawy pogody (ocieplenia) i ustaliliśmy nasz wyjazd na piątek 26 marca . Przewidywaliśmy powrót w niedzielny wieczór 28 marca.

Właśnie w dzień powrotu z rybobrania moja żona obchodziła urodziny, więc nieco mi się oberwało. Ale nie od niej, bo ona wie jak bardzo kocham wędkarstwo - tylko od ...córki Oli, która mi to długo jeszcze będzie pamiętać. 

Tym razem Leszek nie mógł pojechać z nami. W chłodny późny wieczór, przy jak zawsze dziwiącej się żonie co do naszej determinacji pokonania 440 mil, aby postać trochę w zimnej wodzie bez gwarancji złapania rybki, obładowany wędkarskimi klamorami, pakuję się do samochodu syna Konrada. Żona pakując kanapki do mojej podręcznej lodówki próbuje mnie przekonać, że kupno pstrąga w Shop-Rite byłoby i tańsze i pewniejsze. Pewnie i tak, ale bez tej wędkarskiej emocji z dodatkiem sporej ilości andrealiny i bez towarzystwa tak samo jak zaprzedanych wękarstwu – kolegów. Nawet nasz kot Lucky, bezczelnie wylęgujący się na opuszczonej przeze mnie kanapie, zapewne podzielał jej pomysł tym bardziej, że kąsek świeżej ryby byłby tym co zjadłby chyba w obliczu głodowej śmierci. On uwielbia rybki, ale te sprasowane w puszce z dodatkiem konserwantów i licho wie czego jeszcze - właśnie z Shop-Rite. Calkowicie się już zamerykanizował, choć od maleńkiego wychowany był w naszym domu.

W Colonia (NJ) zabieramy kolejnych ochotników na nieprzespaną noc, Jarka Kościa i Tadeusza Młynarskiego, który jest świetnym muszczkarzem.
Jak zwykle nie pamiętam zbytnio długiej nocnej drogi, bo większosć trasy zaproszony przez Morfeusza przespałem, budzony jedynie na poranną kawę na „Rest Area”. 

Wczesnym rankiem docieramy do motelu (4050 Depot Road, Erie-PA), gdzie dokonujemy rezerwacji na najbliższą noc. Także na motelowym parkingu, montujemy nasze wędki i przebieramy się w “pianki”, co nad rzeką w podmokłym i błotnistym zazwyczaj terenie, nie byłoby łatwe, a i przyjemne także. 

Godzinkę później już jesteśmy nad strumieniem Twelve Mile Creek, w miejscu od którego w odległości około 100-200 yardów wpada on do jeziora Erie. Do świtu jeszcze kilkanaście minut, które musimy przeczekać, choć regulamin w Pensylwanii zezwala na wędkowanie już od 5am, bo widoczność jest jeszcze minimalna. A nad strumykiem zaledwie kilku wędkarzy i to głównie pod mostem, gdzie głębokość strumienia jest największa – około 3 stopy. Parędziesiąt yardów od tego miejsca jest niewielki wodospadzik, ale na tyle trudny, że pstrągi udające się w górę strumienia na tarło, nie są w stanie go pokonać. Niestety. Poziom wody w strumieniu, jest wyjątkowo niski. Pierwszy raz tak niski odkąd tu przyjeżdżam. Nie wróży to zbyt łatwego wędkowania i dużej ilości pstrągów wędrujących na tarło.

Kiedy się już rozwidniło, w zaledwie kilku głębszych dołkach widać parę dorodnych tęczaków. Tu jeszcze jest dużo chłodniej aniżeli w New Jersey.

Jarek Kość i jego pierwszy dzisiaj pstrąg tęczowy - steelhead.

Przy brzegu jeziora dużo nagromadzonego lodu, a na brzegu strumienia można zauważyć małe liszaje zanikającego śniegu. Zostaję z Jarkiem pod mostem, a Tadeusz z Konradem schodzą wzdłuż strumienia w kierunku jeziora, gdzie przy murku jest też jedno z lepszych miejsc do wędkowania.

Pierwsze rzuty nie wróżą zbyt dobrych brań. Ze względu na niski poziom wody mam dużo zaczepów, co w większości przypadków kończy się zerwaniem zestawu. Ale nie tylko zaczepy utrudniają nam wędkowanie, bo ze względy na niską temperaturę, „walczymy” także przez godzinę z zamarzającymi przelotkami oraz oblodzeniem linki i żyłki.

Wreszcie kilka minut po ósmej godzinie rano, Jarek zahacza za pysk pierwszego pstrąga tęczowego (Oncorhynchus mykiss), zwanego też jako steelhead. Walczy dzielnie, wyskakując kilka razy tuż nad powierzchnię wody, aby za chwilę dać nura w głębszą wodę. Jarek spokojnie stara się go zmęczyć, co udaje mu się i po 10 minutach wyholowuje rybkę na brzeg. Piękny tęczak zachwycający nas swoimi kolorami niczym tęcza po burzy, dziś przegrał swoją walkę. Jego wymiary to około 6 lbs (nie ważymy ryb), a długości 26 inches może usatysfakcjonować na pewno niejednego wędkarza. 

Po zaczepieniu za płetwę i bok dwóch tęczakow (uwolnione jako nieprawidłowo zwędkowane), dopiero przed dziewiątą rano zaczepiam swojego pierwszego dzisiaj tęczaka zahaczonego prawidłowo za pysk. Tym razem Jarek pomaga mi go wyciągnąć z wody (choć pstrąg tego bardzo nie chciał) za pomocą podbieraka, gdyż podczas dalszej walki z nim mógłbym go stracić. Bo zbyt duża ilość wędkarzy i żyłek na małym akwenie wody groziła zaplątaniem się w nie pstrąga i jego pewne zerwanie.

Za chwilę rewanżuję się Jarkowi i to dwukrotnie. Jarek zaliczył oprócz tego parę zaczepionych pstrągów, ale nie na tyle dobrze, aby je wyholować na brzeg. Za to ja, do południa nie mam żadnych brań na swojej muchówce.

Jak zawsze obserwuję innych wędkarzy, zwłaszcza miejscowych, pod kątem ich metod połowu i doboru sprzętu. Większość z nich wędkuje na lekką 7-8 stopową wędkę z kołowrotkiem i ....spławikiem na żyłce. Jako zanęty używają maleńkich żywych rybek, lub imitację ikry. Ale dziś, też nie odnoszą jakiś spektakularnych sukcesów. Przyczyna to ta, o której wspomniałem powyżej: niski stan wody i mało pstraga w strumieniu. W poprzednich latach nieraz już o 8 rano osiągaliśmy limit (3 sztuki dziennie do 15 kwietnia, po piętnastym - 5 sztuk).

Z dolnego odcinka strumienia wracają Tadeusz z jednym tylko pstragiem, ale jak się później okazało, największym zwędkowanym przez wszystkich – 27 inch.
Konrad też wraca pod most, gdzie dopiero w południe, zwędkował swojego pierwszego pstrąga na muchówkę. Jeszcze jeden pstrąg wyholowany przez Tadeusza i decydujemy się na pojechanie na inne strumienie - może będzie lepiej. Bo tu, przez 7 godzin mamy tylko 7 tęczaków.

Autor artykułu i jego jedyny zwędkowany tęczak

Niestety, po obejrzeniu stanu wody na innych strumieniach (jeszcze płytsza) i zasięgnięciu informacji od nielicznych wędkarzy, nie decydujemy się na wędkowanie. Wracamy do motelu.

Planujemy po obiedzie wrócić z powrotem na Twelve Mile Creek, mając nadzieję, że przed wieczorem więcej pstrąga wejdzie do strumienia. A może i woda będzie nieco wyższa.

Krótka popołudniowa drzemka nieco się przeciągnęła i nad strumieniem jesteśmy dopiero parę minut po czwartej, ale ze względu na zmianę czasu tydzień wcześniej, zyskaliśmy godzinę więcej przez zapadnięciem zmierzchu.

Woda odrobinkę przybrała (na skutek topniejącego śniegu), ale pstragów w wodzie nie ma niestety więcej. Kończymy wędkowanie około siódmej wieczorem, mając nadzieję, że jutrzejsze poranne wędkowanie bardziej nas usatysfakcjonuje. Przez cały dzień zwędkowaliśmy wszyscy jedenaście pięknych tęczaków. Niestety nie ma nigdzie oczyszczalni ryb, więc zasypane lodem pojadą w całości do New Jersey. 

Oczywiście wielu wędkarzy stosuje zasadę – catch & release (złap i wypuść). Ale zabieranie ryb zwędkowanych prawidłowo w ilości i zgodnie z regulaminem jest zupełnie czymś normalnym i dozwolonym. Chyba, że wędkuje się na akwenach, gdzie należy bezwzględnie wypuścić zwędkowane ryby. Określa to regulamin dotyczący tego akwenu.

Wracamy do motelu, gdzie wreszcie możemy odpocząć po całodziennym wędkowaniu. Przy małym drinku, snują się wędkarskie wspomnienia, plany na następne wyjazdy, ale także te na jutrzejszy ranek. Ale życie napisało inny scenariusz na następny dzień.

Tadeusz Młynarski i jego tęczakiO dziesiątej wieczorem otrzymuję wiadomość od synowej (Konrada żony), że moja żona została właśnie odwieziona do szpitala. Koledzy (dzięki im serdecznie za to) rezygnują zdecydowanie z porannego wędkowania. Wpół do siódmej rano w niedzielę jesteśmy już w drodze powrotnej do New Jersey.

Na szczęście po tygodniu żona opuściła szpital. Odbyło się bez operacji. Parę dni później mogliśmy rozkoszować się wybornym smakiem tęczaka, przyrządzonego wspaniale przez żonę Ewę, w jej tylko znany sposób. A z kolegami , umawiam się na kolejne wędkowanie.
Tym razem na Ocean Atlantycki. 

Dane wędkowania:
- Twelve Mile Creek wpadający do jeziora Erie parę mil na północ od miasta Erie w stanie Pensylwania.
- Wędkować można w tym rejonie od 5am do 10pm.
- Minimalny limit pstraga do 15 kwietnia wynosił - 15 inches.
- Każdego roku regulamin może się zmieniać, więc należy się z nim zapoznać przed wędkowaniem.
- Licencję na wędkowanie w tych strumykach należy wykupić na kilka dni lub cały rok, typu: Combo Trout/Salmon Lake Erie.
- Podczas tego wędkowania używałem dwuczęściowy kij firmy Daiwa (10 stóp długości) z  kołowrotkiem firmy Okuma.
- Linka żółta zatapialna (sinking).
- Na końcu linki 3-4 stopy długości lider (10 lbs test line), kręciołek, a do niego dowiązany był 3 stopowy przypon (8 lbs test line).
- Malutki ołowiany ciężarek dobieram w zależności od siły prądu w strumieniu.
- Haczyki nr. sześć lub osiem, firmy Gamakatsu.
- Jako zanęta na haczyku - sztuczna ikra w różnych kolorach.
- Zestaw Tadeusza: 9 stopowy kij muchowy, czteroczęściowy firmy Orvis T3 7wt, z kołowrotkiem tej samej firmy-Orvis Mach 3. Linka żółta 7w. Lider-7,5 stóp (10 lbs), kręciołek i 2 stopowy przypon (8lbs). Jako przynęty, Tadeusz używał tylko sztuczne muchy.

Józef Kołodziej, marzec 2010

Zdjęcia: Józef Kołodziej i Tadeusz Młynarski

www.przygodaznatura.com

                                                                        

Kategoria: Podróże > Wędkarskie wypady

Data publikacji: 2015-12-01

Baner
Baner
Ogłoszenia/classifieds
Ogłoszenia Zobacz ogłoszenia >>
Baner
Baner
Baner
Baner
Plus Festiwal

Podoba Ci się nasza strona?
Polub nasz profil na Facebooku.