PLUS

Baner

Bogata historia „Apple Picking”

Bogata historia „Apple Picking”

Nadchodzi jesień a wraz z nią szał na „apple picking”! Niebawem facebookowe i instagramowe konta zapełnią się urokliwymi zdjęciami sadów, dziecięcych łapek sięgających po dorodne owoce i romantycznymi ujęciami zachodu słońca wśród jabłoni.

I bardzo dobrze!! Rodzinny wypad „na jabłka”, to wspaniała rozrywka. Jeśli jednak myśleliście, drodzy Czytelnicy, że zrywanie jabłek na farmach - wraz z cała infrastrukturą towarzyszącą temu sympatycznemu przedsięwzięciu (mini zoo, przejażdżki wozem czy traktorem, własnoręczne wyciskanie soku) to wymysł ostatnich dziesięcioleci? Nic z tych rzeczy! Nie bez przyczyny bowiem Nowy Jork nosi chlubne miano „Wielkiego Jabłka” - to właśnie w tym  stanie w XIX wieku  rozkwitały agroturystyczne biznesy.

Wiktoriańska agroturystyka? Jak najbardziej! Ale po kolei. Wgryzając się z słodkie i soczyste jabłka trudno jest sobie wyobrazić, że pierwsi europejscy osadnicy jabłka co prawda uprawiali, ale w żadnym razie ich nie jedli! Wyciskano z nich natomiast sok, z którego sporządzao cydr - ten z alkoholem rzecz jasna,  który określano mianem „przepysznego i relaksującego napoju”.

W końcu XVIII wieku wraz z rozwojem rolnictwa i bogaceniem się społeczeństwa rosło także zainteresowanie europejskimi nowinkami. Należały do nich przepisy kulinarne, które przywożono przede wszystkim z Francji. A we francuskiej kuchni jak wiadomo jabłka zabraknąć nie może! Pojawiły się zatem lokalne, amerykańskie odmiany jabłek, w których nazwach przewijają się ówczesne zwyczaje. I tak uprawiano takie gatunki jak „Father Abraham”, „Monstrous Pippin” czy… ”Rumieniec Dziewicy”. Jabłka w pełnej chwale trafiły na stoły!  A chyba były pyszne, bo sam Thomas Jefferson w liście z Paryża pisał, że „nie mają tu jabłek, które przyrównać można do naszego „Newtown Pippina”! Skoro tak dobrze poszło, nie dziwi, że przełom XIX i XX  wieku był w Stanach Zjednoczonych czasem jabłek! W 1905 roku United States Department of Agriculture wydał biuletyn, w którym wymieniono aż 17,000 nazw gatunków jabłek oraz opisano 14 tysięcy samych odmian. Dzięki temu wiemy, że zaledwie 120 lat temu amerykańskie jabłka bardzo różniły się wyglądem  - niektóre z nich miały rozmiar czereśni, inne natomiast były większe od grejpfruta! Co jeszcze bardziej ciekawe - nowe, wyjątkowo smaczne gatunki cieszyły się sławą podobną do… dzisiejszych gwiazd filmowych. Pyszne jabłka reklamowano, recenzowano i opisywano w wierszykach i piosenkach! Reklamowano jednak nie tylko jabłka.

W XIX wieku olbrzymią popularność zdobyły nie tylko wakacyjne wyjazdy „do wód” czy eleganckich resortów. Trendem, który podbił amerykańskie serca były tzw.”ucieczki na wieś”. Board od Agriculture dostrzegając potencjał nowej mody intensywnie ją promował, licząc na to, że „miastowi” podratują biznesy farmerów.

Pamiętajmy, że mówimy o czasach, kiedy intensywnie rozbudowywały się miasta i wioskom groziło wyludnienie. Pomysł się sprawdził - mieszkańcy miast latem masowo uciekali na farmy, gdzie zdaje się przysparzali ich mieszkańcom więcej szkody niż pożytku. W satyrycznym czasopiśmie z tego okresu zamieszczono tekst wyśmiewający „miastowe paniusie”, które swoją chęcią samodzielnego dojenia krów, ubijania masła czy nie daj Boże pomagania w kuchni doprowadzały gospodynie do szaleństwa. Jak to bywa z każdą modą, także ucieczki na farmę straciły na popularności.

Dopiero po II wojnie światowej trend powrócił. Wiązać się to miało z potrzebą otrząsającego się po wojennej traumie społeczeństwa powrotu do tradycyjnych wartości. A jedną z nich miała być praca farmera i zdrowe, proste jedzenie. Jak grzyby po deszczu pojawiały się zatem przy drogach stoiska z owocami i warzywami. Wkrótce zaproponowano kupującym własnoręczne zbieranie owoców a potem już poszło szybko!

Dziś w USA znajdziemy ponad 25 tysięcy farm, które zapraszają spragnionych zapachu sadów mieszczuchów do zrywania jabłek. Wartość tych businessów to miliony dolarów! Dlatego pamiętajcie - wybierając się na farmę, czy to po jabłka, gruszki lub dynie - Wasza wizyta ma wpływ na rozwój  i utrzymanie lokalnych  rolniczych społeczności i ich małych businessów. I bardzo dobrze - bo przecież sami wiemy, że  truskawki najlepiej smakują tylko w czerwcu a jabłka jesienią, prawda?

Zuza Ducka

Kategoria: Podróże > Weekend z PLUSem

Data publikacji: 2020-09-22

Baner
Baner
Ogłoszenia/classifieds
Ogłoszenia Zobacz ogłoszenia >>
Baner
Baner
Baner
Baner
Plus Festiwal

Podoba Ci się nasza strona?
Polub nasz profil na Facebooku.