PLUS

Baner

Piraci, niewolnicy i „cholera panic”. Historie z Fire Island.

Piraci, niewolnicy i „cholera panic”. Historie z  Fire Island.

Dziś Fire Island to jedna z ulubionych letnich destynacji spragnionych słońca nowojorczyków.

Niekończące się plaże, sielska atmosfera, brak samochodów, rezerwaty przyrody, wodne taksówki, mariny, urocze restauracje, gwarne tawerny i klimatyczne sklepiki…

W sezonie Fire Island to prawdziwy raj! Ale nie zawsze tak było. Wąski pasek ziemi odgradzający Long Island od oceanu to miejsce, które było świadkiem wielu dość bolesnych wydarzeń. Jedno z nich związane jest z nazwą wyspy - jej etymologia jest skomplikowana i nie do końca wyjaśniona. Popularna legenda głosi, że nazwa wyspy pochodzi od zwyczaju piratów, którzy zwykli byli palić ogniska na brzegu. Ogniska wyglądające jak latarnie morskie sprawiały, że niczego nie podejrzewające statki osiadały na mieliźnie i wpadały w ręce korsarzy. Wedle jednej z wersji tej legendy, hersztem piratów na Fire Island miał być niejaki Jeremiah Smith, który dzięki niecnemu procederowi w 1795 roku postawił okazały dom w Cherry Grove. Dom ten istnieje do dziś i uznawany jest za najstarszy dom na wyspie. Czy Jeremiah był krwawym piratem czy raczej prawym a przy okazji obrotnym obywatelem, któremu reputację zepsuły plotki zazdrosnych sąsiadów? Zapewne nigdy już się nie dowiemy.

Odludna wyspa przyciągała także uciekinierów - na początku XIX wieku ukrywali się tutaj zbiegli niewolnicy, którzy budowali tu obwarowane osady.

Fire Island miała być także schronieniem dla innego rodzaju uciekinierów. Chodzi o imigrantów, którzy przybywali do Ameryki podczas wielkiej fali emigracji z Europy na przełomie XIX i XX wieku. W 1892 roku u brzegów wyspy miały miejsca zdarzenia, które boleśnie przypominają obecną pandemię. Ostatnie lata XIX wieku upłynęły w Europie w cieniu epidemii cholery. Nieuleczalna, wyniszczająca choroba zabijała lub pozostawiała bez grosza przy duszy całe rodziny. Wyprawa do Ameryki w poszukiwaniu (dosłownie i w przenośni) nowego życia wydawała się Europejczykom rozsądną opcją. Niestety - całkiem odmienne zdanie mieli sami Amerykanie.

W sierpniu do Nowego Jorku przypłynąć miał niemiecki statek „Normannia”. Na jego pokładzie znajdowali się zarówno zajmujący luksusowe kajuty turyści jak i cisnący się w niewygodzie i zaduchu ubodzy imigranci.  W trakcie podróży okazało się, że na statku odnotowano kilka przypadków choroby przypominającej cholerę. Poinformowane o tym władze Nowego Jorku odmówiły statkowi wpłynięcia do portu i nakazały dwudziestodniową  kwarantannę.

Dla biedniejszych pasażerów  przygotowano w tym celu  szpitalne namioty na Swinburne Island, podczas gdy zamożniejsi mieli przechodzić kwarantannę na statku. Niestety, gdy jeden z załogantów „Normannii” zachorował, pasażerowie wpadli w panikę i domagali się ewakuacji.  Musieli być to naprawdę wyjątkowo ważni lub zamożni podróżni, gdyż specjalnie dla nich na Fire Island za „skromne” 120 tysięcy dolarów zakupiono… olbrzymi hotel „Surf”.  Pasażerowie Normannnii mieli być przetransportowani na wyspę na pokładzie wycieczkowego statku Cepheus a cała przeprawa trwać miała zaledwie kilka godzin. Niestety, stało się inaczej. Gdy mieszkańcy Fire Island dowiedzieli się, czemu ma służyć hotel rozpętało się piekło. Lęk przed cholerą a także obawy przed spowodowanym planowaną kwarantanną zastojem w handlu rybami i ostrygami, z czego utrzymywały się tu wówczas całe rodziny sprawiły, że wyspiarze postanowili wziąć sprawy we własne ręce. Tłum wściekłych ludzi uzbrojony w kije i strzelby wyruszył na łodziach by blokować wpłynięcie „Cepheusa” do portu. 

Przez trzy dni do podróżnych ściśniętych na niewielkim stateczku dobiegały okrzyki i wyzwiska z czego „Go back to Europe” było najłagodniejsze. Wzrastające napięcie spowodowało, że władze stanowe nie miały wyjścia jak tylko wezwać na pomoc Gwardię Narodową. Dopiero groźba użycia siły spowodowała, że doszło do uspokojenia nastrojów i podróżni bezpiecznie dotarli do hotelu.

Na chichot losu zakrawa fakt, że choroba, która pojawiła się na „Normannii" okazała się wcale nie być cholerą. Jednak cała sytuacja spowodowała duży wzrost nastrojów antyemigranckich. Natomiast nieszczęsny hotel „Surf” zupełnie stracił reputacje i powalony huraganem w 1908 roku został zburzony a po latach miejsce, gdzie się znajdował zostało częścią Robert Moses State Park.

Dziś po wrogości i niepewności nie ma na wyspie ani śladu. Od lat Fire Island jest enklawą artystów i społeczności LGBT a także wymarzonym miejscem na rodzinne wycieczki.

Zuza Ducka

Kategoria: Podróże > Weekend z PLUSem

Data publikacji: 2021-06-11

Baner
Baner
Ogłoszenia/classifieds
Ogłoszenia Zobacz ogłoszenia >>
Baner
Baner
Baner
Baner
Plus Festiwal

Podoba Ci się nasza strona?
Polub nasz profil na Facebooku.