Samobójstwo to temat, który wciąż pozostaje tematem tabu w wielu kręgach, zarówno w rozmowach prywatnych, jak i w mediach.
Paul Nestadt, psychiatra i profesor na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa, uważa, że pomimo rosnącej liczby samobójstw, ten temat jest często ignorowany.
Podczas gdy masowe strzelaniny i zabójstwa przyciągają uwagę mediów, samobójstwa są zepchnięte na margines. Jednak wraz ze wzrostem liczby tych tragicznych zdarzeń, coraz trudniej unikać rozmów na ten temat i siłą rzeczy sprawa przedziera się na pierwsze strony gazet. Co prawda, ponad 90 proc. osób, które przeżyły próbę samobójczą – nawet poważną, żyje. Jednak ta wiadomość nie do końca cieszy, bo problem ciągle tkwi w przyczynie chęci targnięcia się na życie.
Dziesiątki tysięcy obrażeń
W 2023 roku odnotowano ponad 42 967 zgonów związanych z obrażeniami od broni palnej, z czego ponad połowa to samobójstwa.
Te dane rzucają nowe światło na problem przemocy z użyciem broni i podkreślają znaczenie działań mających ograniczyć dostęp do broni palnej, aby zapobiegać tragicznym w skutkach decyzjom podejmowanym w momentach kryzysu.
Wolą strzelać niż łykać tabletki
Łatwy dostęp do broni palnej w Stanach Zjednoczonych znacznie pogłębia problem samobójstw. Nestadt zauważa, że chociaż większość prób samobójczych jest dokonywana poprzez przedawkowanie środków nasennych, tylenolu czy opiatów, to skuteczność tych metod jest niska – jedynie 2 proc. prób kończy się śmiercią.
W przypadku użycia broni palnej, która jest stosowana w 5–6 proc. przypadków, ryzyko śmierci wzrasta aż do 90 proc. Dzieje się tak, ponieważ czas pomiędzy impulsem a samym aktem samobójczym jest bardzo krótki.
Problem dużych i małych
Przemoc z użyciem broni w Stanach Zjednoczonych kojarzy się głównie z masowymi strzelaninami, zabójstwami oraz przemocą domową. Jednak Adam Garber, dyrektor wykonawczy organizacji CeaseFirePA, zajmującej się badaniami nad przepisami dotyczącymi broni, zwraca uwagę na zmianę trendu w rozkładzie zgonów związanych z bronią palną.
W przeszłości to głównie duże miasta przodowały w statystykach, ale obecnie również mniejsze miejscowości zmagają się z tym problemem. Wskaźnik śmiertelności na mieszkańca w York był wyższy niż w Filadelfii.
Miłosz Magrzyk
źródło zdjęcia: Canva
Kategoria: Wiadomości
Data publikacji: 2024-09-03













