Amerykańskie bazy wojskowe mają być przygotowane do funkcjonowania przez co najmniej 90 dni bez zewnętrznych dostaw energii, wody i paliwa.
Pentagon opracowuje plan, który pozwoliłby siłom zbrojnym działać nawet w przypadku rozległych awarii sieci energetycznych, cyberataków czy poważnego konfliktu zbrojnego. Informacje ujawnione pod koniec października wywołały falę pytań o bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych. Czy Waszyngton spodziewa się nadchodzącego kryzysu, czy po prostu przygotowuje armię na zagrożenia XXI wieku?
90 DNI BEZ POMOCY Z ZEWNĄTRZ
25 października 2026 roku stacja Fox News ujawniła szczegóły nowej inicjatywy Pentagonu, określanej jako FORTRESS America. Według dokumentów, do których dotarli dziennikarze, największe amerykańskie instalacje wojskowe mają być zdolne do samodzielnego prowadzenia najważniejszych operacji przez minimum trzy miesiące.
Oznacza to funkcjonowanie nawet wtedy, gdy przestaną działać cywilne sieci energetyczne, zostaną przerwane dostawy paliwa, wystąpią problemy z zaopatrzeniem w wodę, a tradycyjne łańcuchy dostaw ulegną załamaniu.
Plan zakłada, że bazy wojskowe nie mogą być całkowicie uzależnione od infrastruktury, z której na co dzień korzystają miliony Amerykanów.
Dzisiaj większość instalacji wojskowych jest podłączona do tych samych sieci energetycznych, wodociągowych i telekomunikacyjnych co otaczające je miasta. W normalnych warunkach takie rozwiązanie jest wygodne i ekonomiczne. W przypadku wojny lub poważnego ataku na infrastrukturę może jednak stać się niebezpieczną słabością.
Jeżeli przeciwnik zdoła sparaliżować sieć energetyczną w określonym regionie, konsekwencje mogą odczuć nie tylko mieszkańcy, ale również znajdujące się tam jednostki wojskowe.
Pentagon chce ograniczyć właśnie to ryzyko.
CZYM JEST FORTRESS AMERICA?
Nazwa FORTRESS pochodzi od angielskiego określenia Federal Operations for Resilience, Troop Resources, Energy, Supply, and Survivability.
W wolnym tłumaczeniu oznacza federalny program wzmacniania odporności operacyjnej, zabezpieczenia zasobów wojskowych, energii, zaopatrzenia i zdolności przetrwania.
Inicjatywę przedstawił 30 września sekretarz obrony Pete Hegseth. Jej głównym założeniem jest stworzenie systemu, dzięki któremu amerykańska armia będzie mogła prowadzić działania nawet w warunkach poważnego kryzysu na terytorium Stanów Zjednoczonych.
Program obejmuje pięć głównych obszarów: niezależność energetyczną, bezpieczeństwo łańcuchów dostaw i przemysłu obronnego, strategiczne rezerwy materiałowe, ochronę baz przed zagrożeniami fizycznymi i cybernetycznymi oraz odporność systemów kosmicznych i komunikacyjnych.
Ujawniony przez Fox News wymóg 90-dniowej samowystarczalności stanowi rozwinięcie tych założeń.
Nie chodzi więc o przygotowanie jednej specjalnej bazy ani budowę schronu dla najważniejszych przedstawicieli władz. Pentagon chce stopniowo zwiększać odporność całej sieci kluczowych instalacji wojskowych w kontynentalnej części kraju.
MAŁE REAKTORY JĄDROWE I WŁASNE ELEKTROWNIE
Jednym z najbardziej interesujących elementów planu jest zapewnienie bazom niezależnych źródeł energii.
Pentagon rozważa wykorzystanie niewielkich reaktorów jądrowych, rozbudowanych magazynów energii oraz lokalnych sieci energetycznych, określanych jako microgrids.
Takie sieci mogą funkcjonować niezależnie od ogólnokrajowego systemu elektroenergetycznego. W przypadku awarii zewnętrznej infrastruktury baza mogłaby odłączyć się od niej i korzystać z własnego zasilania.
Ma to ogromne znaczenie, ponieważ współczesne wojsko jest uzależnione od energii elektrycznej w stopniu znacznie większym niż kiedykolwiek wcześniej.
Prąd jest potrzebny nie tylko do oświetlenia budynków i działania urządzeń. Bez niego nie funkcjonują systemy dowodzenia, radary, łączność, zaplecze logistyczne, część instalacji wodnych ani wiele urządzeń niezbędnych do obsługi nowoczesnego uzbrojenia.
Pentagon prowadzi już prace nad wykorzystaniem małych reaktorów jądrowych w wybranych bazach. Nie jest to więc wyłącznie koncepcja przygotowana na potrzeby nowego programu.
Jednak zapewnienie podobnej niezależności największym instalacjom wojskowym w całych Stanach Zjednoczonych byłoby przedsięwzięciem o ogromnej skali.
ZAPASY NA WYPADEK WOJNY
Energia to tylko część problemu.
Współczesna armia potrzebuje nieprzerwanych dostaw paliwa, amunicji, części zamiennych, elektroniki, leków i materiałów wykorzystywanych do naprawy sprzętu.
W czasie pokoju wiele z tych produktów dociera do odbiorców dzięki skomplikowanym sieciom transportowym i międzynarodowej współpracy gospodarczej.
Poważny konflikt zbrojny mógłby jednak zakłócić funkcjonowanie portów, kolei, lotnisk i zakładów przemysłowych.
Dlatego FORTRESS zakłada tworzenie strategicznych rezerw najważniejszych materiałów oraz ograniczenie zależności od pojedynczych dostawców.
W przypadku szczególnie istotnych produktów Pentagon chce mieć co najmniej dwie niezależne możliwości ich pozyskiwania lub produkcji.
Chodzi o to, aby awaria jednej fabryki, atak na określony zakład albo przerwanie konkretnego szlaku transportowego nie zatrzymały całego procesu zaopatrzenia wojska.
Plan obejmuje również przygotowanie części cywilnych przedsiębiorstw do szybkiego przestawienia produkcji na potrzeby obronności.
Podobne rozwiązania stosowano już w historii Stanów Zjednoczonych, szczególnie podczas II wojny światowej, kiedy amerykańskie fabryki samochodów i innych produktów cywilnych zaczęły masowo produkować sprzęt wojskowy.
Dzisiaj sytuacja jest bardziej skomplikowana, ponieważ nowoczesne uzbrojenie wymaga zaawansowanej elektroniki, specjalistycznych komponentów i surowców pochodzących z wielu państw.
CYBERATAK ZAMIAST BOMBARDOWANIA
Jednym z powodów opracowania programu są rosnące obawy dotyczące bezpieczeństwa amerykańskiej infrastruktury krytycznej.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu atak na zaplecze przeciwnika kojarzył się przede wszystkim z bombardowaniem fabryk, mostów, elektrowni czy węzłów kolejowych.
Dzisiaj część podobnych skutków można próbować osiągnąć za pomocą cyberataków.
Włamanie do systemów informatycznych przedsiębiorstwa energetycznego, zakłócenie pracy wodociągów czy sparaliżowanie systemów transportowych może wywołać poważne problemy bez użycia tradycyjnej broni.
Amerykańskie agencje bezpieczeństwa od kilku lat ostrzegają przed działalnością zagranicznych grup hakerskich zainteresowanych infrastrukturą krytyczną Stanów Zjednoczonych.
Szczególną uwagę zwrócono na grupę określaną jako Volt Typhoon, którą amerykańskie służby wiążą z chińskimi działaniami cybernetycznymi.
Według wcześniejszych ostrzeżeń amerykańskich agencji celem takich operacji może być uzyskanie możliwości zakłócenia działania kluczowych usług w przyszłym konflikcie.
Nie oznacza to, że podobny atak jest nieuchronny. Pokazuje jednak, dlaczego Pentagon traktuje niezależność energetyczną i bezpieczeństwo cyfrowe jako elementy obrony narodowej.
CZY AMERYKA PRZYGOTOWUJE SIĘ DO III WOJNY ŚWIATOWEJ?
To pytanie pojawiło się niemal natychmiast po ujawnieniu szczegółów programu.
Określenie „Doomsday Plan”, czyli plan na wypadek katastrofy, brzmi alarmująco i łatwo wywołuje skojarzenia z wojną światową, atakiem nuklearnym lub ogólnokrajowym załamaniem infrastruktury.
W rzeczywistości Pentagon od dziesięcioleci przygotowuje plany awaryjne na różne scenariusze, również te najbardziej ekstremalne.
Nowością jest skala proponowanych działań i wyraźne założenie, że przyszły konflikt może bezpośrednio zagrozić infrastrukturze na terytorium Stanów Zjednoczonych.
Przez wiele dekad Amerykanie mogli postrzegać swoje położenie geograficzne jako szczególną ochronę. Dwa oceany oddzielające kraj od Europy i Azji utrudniały przeciwnikom prowadzenie tradycyjnych operacji wojskowych na amerykańskim terytorium.
Jednak w epoce cyberataków, broni dalekiego zasięgu i globalnych sieci komunikacyjnych odległość geograficzna nie zapewnia już takiego bezpieczeństwa jak dawniej.
Pentagon chce więc przygotować się na sytuację, w której konflikt prowadzony tysiące kilometrów od amerykańskich granic będzie miał poważne konsekwencje również w kraju.
Nie ma jednak potwierdzonych informacji, że amerykańskie władze spodziewają się konkretnego ataku w najbliższym czasie.
Program FORTRESS jest strategią wzmacniania odporności państwa, a nie publicznym ostrzeżeniem o nadchodzącej wojnie.
CZY AMERYKANIE POWINNI ROBIĆ ZAPASY NA 90 DNI?
Warto wyjaśnić jedną istotną kwestię: ujawniony plan Pentagonu dotyczy instalacji wojskowych, a nie prywatnych gospodarstw domowych.
Amerykańskie władze nie ogłosiły powszechnego obowiązku gromadzenia żywności i wody na trzy miesiące.
Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego FEMA od lat zachęca natomiast mieszkańców do przygotowywania domowych zestawów awaryjnych, które mogą okazać się niezbędne podczas huraganów, powodzi, pożarów, przerw w dostawie energii czy innych sytuacji kryzysowych.
Podstawowe wyposażenie obejmuje wodę, żywność o długim terminie przydatności, latarki, baterie, apteczkę, niezbędne leki oraz dokumenty.
Na Florydzie takie przygotowania mają szczególne znaczenie ze względu na sezon huraganowy.
Mieszkańcy tego stanu dobrze wiedzą, że nawet bez konfliktu zbrojnego silna burza może na wiele dni pozbawić całe dzielnice prądu, zakłócić dostawy paliwa i utrudnić dostęp do sklepów.
Dlatego posiadanie rozsądnych zapasów nie musi oznaczać obawy przed wojną. Jest po prostu elementem przygotowania na nieprzewidziane sytuacje.
ILE BĘDZIE KOSZTOWAĆ PLAN PENTAGONU?
To jedno z pytań, na które nadal nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
Według informacji przedstawionych w październiku przez przedstawicieli resortu obrony, Pentagon analizuje potrzeby około 500 instalacji wojskowych w kontynentalnych Stanach Zjednoczonych.
Każda z nich ma inną infrastrukturę, zapotrzebowanie na energię i znaczenie operacyjne.
Niektóre bazy dysponują już rozbudowanymi systemami awaryjnego zasilania. Inne wymagałyby kosztownych modernizacji, budowy nowych instalacji energetycznych i rozbudowy magazynów.
Przedstawiciele resortu przyznają, że pełna realizacja ambitnych założeń może potrwać wiele lat, a w niektórych przypadkach nawet dziesięciolecia.
Koszty mogą sięgać dziesiątek, a potencjalnie nawet setek miliardów dolarów, choć nie przedstawiono jeszcze oficjalnego, całościowego kosztorysu.
Pentagon rozważa również współpracę z prywatnymi przedsiębiorstwami, aby część inwestycji realizować w ramach partnerstw publiczno-prywatnych.
NOWA DEFINICJA BEZPIECZEŃSTWA
Program FORTRESS pokazuje, jak bardzo zmieniło się rozumienie bezpieczeństwa narodowego.
Dawniej potęga militarna była kojarzona przede wszystkim z liczbą żołnierzy, samolotów, okrętów i czołgów.
Dzisiaj równie ważne stają się niezawodne dostawy energii, odporność systemów komputerowych, dostęp do surowców oraz możliwość utrzymania produkcji przemysłowej podczas kryzysu.
Nawet najnowocześniejszy sprzęt wojskowy nie będzie skuteczny, jeśli zabraknie paliwa, części zamiennych albo energii potrzebnej do jego obsługi.
Pentagon chce więc stworzyć system, który pozwoli amerykańskim siłom zbrojnym działać niezależnie od tego, co dzieje się z cywilną infrastrukturą.
Czy 90-dniowy plan oznacza, że świat znalazł się bliżej wielkiego konfliktu? Samo jego istnienie nie pozwala wyciągnąć takiego wniosku.
Pokazuje natomiast, że amerykańscy planiści wojskowi coraz poważniej traktują scenariusze, w których zagrożone mogą być nie tylko odległe pola walki, ale również elektrownie, fabryki, sieci komunikacyjne i systemy zaopatrzenia w samych Stanach Zjednoczonych.
FORTRESS America ma być odpowiedzią na tę nową rzeczywistość. Pentagon nie ogłasza końca świata, lecz chce mieć pewność, że nawet w najtrudniejszych warunkach amerykańska armia nie zostanie sparaliżowana. A ujawnione plany przypominają, że w XXI wieku o bezpieczeństwie państwa decyduje nie tylko siła jego broni, ale także odporność całej infrastruktury, na której ta siła się opiera.
Kategoria: Wiadomości > USA
Data publikacji: 2026-10-30











