W historii 11 września 2001 roku zapisali się strażacy, policjanci, ratownicy i zwykli ludzie, którzy w obliczu tragedii ruszyli na pomoc innym. Ale wśród bohaterów tamtych dni były również psy.
Ponad 300 czworonogów uczestniczyło w akcjach poszukiwawczych i ratunkowych na Ground Zero, a psy pracowały także przy Pentagonie. Szukały ocalałych, pomagały odnajdywać szczątki ofiar i przez wiele tygodni pracowały u boku swoich przewodników. Niektóre z ich historii do dziś poruszają równie mocno jak 25 lat temu.
Najpierw szukały żywych
Po zawaleniu się wież World Trade Center Dolny Manhattan zamienił się w ogromne gruzowisko. Według National Library of Medicine w działania związane z ratowaniem ludzi, usuwaniem gruzów i późniejszym porządkowaniem Ground Zero zaangażowało się niemal 100 tys. pracowników i wolontariuszy.
Wśród nich były specjalnie wyszkolone psy ratownicze. Przeczesywały zwały betonu i poskręcanej stali, próbując wyczuć ludzi uwięzionych pod ruinami.
Początkowo każdy sygnał mógł oznaczać nadzieję. Jednak godziny zamieniały się w dni, a szanse na odnalezienie kolejnych żywych osób malały. Akcja ratunkowa stopniowo stawała się akcją poszukiwawczą.
Do pracy przystąpiły również psy wyszkolone do odnajdywania ludzkich szczątków. Ich zadanie było zupełnie inne, ale dla rodzin osób zaginionych nie mniej ważne – pomagały odnaleźć choćby najmniejsze pozostałości po bliskich.
Skalę zniszczeń trudno było opisać. John E. Feal, uczestnik akcji, którego wspomnienia znalazły się w zbiorach Library of Congress, nazwał Ground Zero najbardziej surrealistycznym miejscem, jakie kiedykolwiek widział, i najstraszniejszym aktem przemocy, którego był świadkiem.
Christine Famiglietti, funkcjonariuszka NYPD uczestnicząca w pracach na Ground Zero, wspominała z kolei, że w gruzach niemal nie było przedmiotów, które normalnie wypełniały biura – biurek, krzeseł, komputerów czy teczek. Wokół znajdowały się przede wszystkim pył, beton, stalowe pręty i unoszące się papiery.
Psy też przeżywały tę tragedię
Jeden z najbardziej niezwykłych fragmentów wspomnień z Ground Zero dotyczy zachowania psów. Przez kolejne dni pracowały godzinami, szukając żywych ludzi. Tyle że coraz częściej nikogo nie znajdowały.
Famiglietti wspominała, że przewodnicy zaczęli zauważać u niektórych zwierząt wyraźne przygnębienie. Psy były szkolone tak, aby odnalezienie człowieka kończyło zadanie sukcesem i nagrodą. Na Ground Zero raz za razem przeszukiwały jednak gruzy bez takiego finału.
Ratownicy postanowili więc im pomóc. Na pewien czas wstrzymano pracę, a kilku ochotników ukryło się wśród gruzów. Mieli leżeć i udawać rannych. Następnie wypuszczono psy. Tym razem znalazły ludzi. Zaczęły szczekać, ratownicy bili brawo, a wolontariusze zachowywali się tak, jakby rzeczywiście zostali właśnie uratowani. Famiglietti wspominała ten moment jako niezwykle wzruszający – na chwilę do miejsca zdominowanego przez śmierć i zniszczenie powróciło życie.
Riley – zdjęcie, które stało się symbolem
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych psów pracujących na Ground Zero był Riley, czteroletni golden retriever należący do zespołu FEMA Pennsylvania Task Force 1.
Fotografia, na której Riley jest transportowany w specjalnym koszu nad gruzowiskiem, obiegła media i stała się jednym z symboli pracy psów ratowniczych po zamachach. Riley przeżył jeszcze wiele lat. Zmarł w 2020 roku.
Apollo – przybył jako jeden z pierwszych
Jeszcze bardziej dramatyczna jest historia Apollo, owczarka niemieckiego służącego w NYPD.
Według American Kennel Club Apollo wraz ze swoim przewodnikiem, funkcjonariuszem Peterem Davisem, był pierwszym psem poszukiwawczo-ratowniczym, który dotarł na miejsce tragedii. Davis wspominał, że znaleźli się tam krótko po zawaleniu budynków. Aby dostać się do gruzowiska, musieli przedzierać się przez wodę sięgającą niemal do pasa.
W pewnym momencie Apollo wpadł do dziury. Chwilę później pojawiła się kula ognia, a pies wybiegł z płonącą sierścią. Davis strącił z niego żarzące się fragmenty. Apollo zrobił coś niezwykłego. Natychmiast wrócił do szukania ludzi.
Za swoją służbę otrzymał Canine Excellence Award. Dożył 14 lat.
Roselle – 78 pięter do wolności
Nie wszystkie bohaterskie psy 11 września należały do ekip ratunkowych. Roselle była psem przewodnikiem Michaela Hingsona, niewidomego od urodzenia mężczyzny, który 11 września znajdował się w World Trade Center. Po ataku Roselle przeprowadziła swojego właściciela w dół 78 pięter, pomagając mu wydostać się z wieży. Oboje przeżyli.
Hingson opisał później ich historię w książce Thunder Dog: The True Story of a Blind Man, His Guide Dog, and the Triumph of Trust at Ground Zero. Roselle zmarła w 2011 roku.
Salty nie zostawił swojego właściciela
Podobną historię przeżył Omar Rivera, który podczas ataku znajdował się na 71. piętrze World Trade Center. Towarzyszył mu pies przewodnik Salty.
Kiedy Salty zaczął zachowywać się niespokojnie, Rivera ruszył za nim w stronę schodów. W chaosie ewakuacji mężczyzna odpiął psa z uprzęży, dając mu możliwość samodzielnej ucieczki. Salty jednak go nie zostawił. Pozostał przy Riverze i pomagał mu zejść z wieży. Udało im się wydostać przed jej zawaleniem.
Salty zmarł w 2008 roku.
Ostatnia z psich ratowników
W kolejnych latach psy z Ground Zero odchodziły jeden po drugim.
W 2011 roku, w dziesiątą rocznicę zamachów, fotografka Charlotte Dumas przemierzyła Stany Zjednoczone, aby sfotografować psy poszukiwawczo-ratownicze z 11 września, które wciąż żyły. Powstała z tego poruszająca seria zatytułowana Retrieved.
Ostatnim znanym żyjącym psem poszukiwawczo-ratowniczym, który pracował na Ground Zero, była golden retriever Bretagne.
Bretagne wraz ze swoją przewodniczką uczestniczyła w przeszukiwaniu ruin World Trade Center. Zmarła 6 czerwca 2016 roku. Ze względu na podeszły wiek i pogarszający się stan zdrowia została poddana eutanazji. Była ostatnią przedstawicielką niezwykłego pokolenia czworonożnych ratowników.
Bohaterowie, którzy nie wiedzieli, że nimi są
Psy z Ground Zero nie rozumiały polityki, terroryzmu ani skali wydarzeń, które 11 września 2001 roku zmieniły Amerykę. Wiedziały tylko, czego zostały nauczone: szukać człowieka.
Robiły to w pyle, dymie, wodzie i wśród niestabilnych ruin. Wchodziły tam, gdzie panował hałas, ogień i zapach śmierci. Niektóre szukały żywych. Inne pomagały odnaleźć szczątki tych, których nie udało się uratować. Jeszcze inne, jak Roselle i Salty, bezpiecznie wyprowadziły swoich niewidomych właścicieli z płonących wież.
Dziś nie żyje już żaden z psów, które pracowały przy World Trade Center po zamachach. Pozostały fotografie, relacje ich przewodników, książki i filmy dokumentalne.
I historie, o których szczególnie 11 września warto pamiętać. Bo wśród bohaterów tamtego dnia byli również tacy, którzy nie nosili mundurów. Mieli cztery łapy, niezwykły węch i bezgraniczne zaufanie do człowieka.
Kategoria: Wiadomości > Metropolia
Data publikacji: 2026-09-11











