Jeden z najsłynniejszych uniwersytetów świata, A. Einstein spacerujący codziennie ulicami miasta, G. Washington i bitwa, która pomogła odmienić losy rewolucji, eleganckie Palmer Square i spokojna ścieżka nad XIX-wiecznym kanałem.
Princeton jest niewielkie, ale na poznanie go zdecydowanie warto przeznaczyć cały dzień. A najlepiej weekend.
Są takie miejsca w New Jersey, przez które można przejeżdżać wielokrotnie i nie zdawać sobie sprawy, ile historii kryje się kilka ulic dalej. Princeton zdecydowanie do nich należy.
Większości z nas nazwa kojarzy się przede wszystkim z Princeton University – prestiżem, Ivy League i studentami, którzy trafiają tutaj z całego świata. Jednak, gdy wysiądziemy z samochodu i zaczniemy spacerować, szybko okazuje się, że uniwersytet jest tylko początkiem opowieści.
Princeton było świadkiem rewolucji amerykańskiej. W Nassau Hall poddawali się Brytyjczycy, a kilka lat później obradował Kongres Kontynentalny. Niedaleko stąd George Washington poprowadził swoich żołnierzy do zwycięstwa w jednej z najważniejszych kampanii wojny o niepodległość. Przy spokojnej Mercer Street przez blisko dwie dekady mieszkał Albert Einstein. Z kolei przy Stockton Street stoi dom człowieka, którego podpis znalazł się pod Deklaracją Niepodległości.
A wszystko to można zobaczyć podczas jednego spaceru.
To właśnie dlatego na kolejny Weekend z PLUSEM jedziemy do Princeton.
Zanim pojawił się słynny uniwersytet
Historia Princeton zaczęła się długo przed studentami spacerującymi z laptopami po Nassau Street.
Osadnictwo rozwinęło się tutaj pod koniec XVII wieku. Miejsce miało ogromną zaletę – znajdowało się mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Filadelfią a Nowym Jorkiem, przy ważnym szlaku komunikacyjnym.
Prawdziwy przełom nastąpił jednak w 1756 roku. To właśnie wtedy do Princeton przeniósł się College of New Jersey, założony dziesięć lat wcześniej i znany nam dzisiaj jako Princeton University. Cała uczelnia zmieściła się początkowo w jednym budynku. Był nim Nassau Hall.
Trudno uwierzyć w to dzisiaj, kiedy uniwersytecki kampus przypomina niewielkie miasto, ale właśnie od tego miejsca warto rozpocząć naszą wycieczkę.
Princeton University – kampus, który warto zobaczyć nawet bez indeksu
Nie trzeba mieć dziecka planującego studia na Ivy League, żeby wejść na teren Princeton University. Kampus jest jedną z największych atrakcji miasta i zdecydowanie nie warto oglądać go tylko zza bramy.
Pierwsze wrażenie? Momentami trudno uwierzyć, że jesteśmy w New Jersey. Kamienne neogotyckie budynki, dziedzińce, łuki, wieże, ogromne stare drzewa i ścieżki prowadzące pomiędzy akademikami bardziej przypominają Oxford albo Cambridge niż typowy amerykański college. I najlepiej nie spieszyć się z ich zwiedzaniem.
Wejdźcie przez charakterystyczną Fitz Randolph Gate od strony Nassau Street i pozwólcie sobie przez chwilę spacerować bez konkretnego celu. Właśnie wtedy Princeton pokazuje swój klimat najlepiej. Warto zobaczyć monumentalną Princeton University Chapel, przejść przez Blair Arch, zajrzeć na uniwersyteckie dziedzińce i odnaleźć Prospect Garden.
Jeśli jedziecie z dziećmi lub nastolatkami, jest jeszcze jeden powód, aby poświęcić kampusowi trochę czasu. Możliwość wejścia na teren jednego z najbardziej znanych uniwersytetów świata sprawia, że miejsce przestaje być abstrakcyjną nazwą z rankingów.
Kto wie? Może dla któregoś młodego uczestnika wycieczki będzie to początek większego marzenia.
Nassau Hall – tutaj przez chwilę była stolica Stanów Zjednoczonych
Przed Nassau Hall warto się zatrzymać. Nie tylko po to, żeby zrobić zdjęcie. Budynek został ukończony w 1756 roku i był wówczas największym kamiennym budynkiem w amerykańskich koloniach. Miał ściany o grubości około 26 cali i początkowo mieścił praktycznie cały College of New Jersey. Potem przyszła rewolucja.
3 stycznia 1777 roku rozegrała się Battle of Princeton. Brytyjscy żołnierze zajmujący Nassau Hall zostali zmuszeni do kapitulacji przed wojskami George'a Washingtona. Budynek został podczas konfliktu poważnie zniszczony. Ale najbardziej niezwykły epizod miał nastąpić sześć lat później.
Od czerwca do listopada 1783 roku w Nassau Hall obradował Kongres Kontynentalny. Przez te kilka miesięcy niewielkie Princeton było więc de facto stolicą młodych Stanów Zjednoczonych. To właśnie tutaj Kongres otrzymał wiadomość o podpisaniu traktatu pokojowego z Wielką Brytanią. Pomyślcie o tym, stojąc przed budynkiem.
Dzisiaj mijają go studenci spieszący się na zajęcia. 250 lat temu wewnątrz podejmowano decyzje dotyczące przyszłości państwa, które dopiero co wywalczyło niepodległość.
Nazwa Nassau Hall nie jest przypadkowa. Zaproponował ją gubernator Jonathan Belcher na cześć króla Wilhelma III z dynastii Orange-Nassau.
Miasto, w którym Einstein chodził ulicą do pracy
Po opuszczeniu kampusu zmieniamy epokę. Z XVIII wieku przenosimy się do wieku XX i ruszamy śladami człowieka, którego nazwisko stało się niemal synonimem geniuszu.
Albert Einstein przybył do Princeton w 1933 roku. Europa stawała się dla żydowskiego naukowca coraz bardziej niebezpieczna po dojściu Adolfa Hitlera do władzy. Princeton stało się jego nowym domem.
Tutaj trzeba jednak rozprawić się z popularnym nieporozumieniem. Einstein nie był profesorem Princeton University. Związany był z Institute for Advanced Study, niezależną instytucją naukową znajdującą się w Princeton. Ale Einstein nie funkcjonował tutaj jak niedostępna gwiazda nauki. Był mieszkańcem miasta. Można było zobaczyć go spacerującego ulicami, a charakterystyczna rozwichrzona fryzura z czasem stała się częścią lokalnego krajobrazu.
Spacerując po Princeton, koniecznie skręćcie w Mercer Street. Pod numerem 112 Mercer Street znajduje się dom, w którym Einstein mieszkał przez większą część swojego amerykańskiego życia – od lat 30. aż do śmierci w 1955 roku. Historyczne źródła Princeton wskazują ten adres jako jego wieloletnią rezydencję.
I tu może spotkać nas zaskoczenie. Nie ma ogromnego muzeum Einsteina. Nie ma kas biletowych. Nie ma wielkiego centrum dla turystów. To po prostu dom przy spokojnej ulicy. Dom pozostaje prywatną rezydencją, dlatego oglądamy go wyłącznie z ulicy i szanujemy prywatność mieszkańców.
Ta zwyczajność ma jednak swój urok. Człowiek, który zmienił nasze rozumienie czasu, przestrzeni i grawitacji, po prostu mieszkał tutaj, wychodził z domu i chodził ulicami Princeton.
To jeden z naszych ulubionych punktów tej wycieczki właśnie dlatego, że nie przypomina typowej atrakcji turystycznej.
Nie tylko Einstein. Princeton przyciągało wielkie nazwiska
Einstein zdecydowanie nie był jedyną znaną postacią związaną z Princeton.
Z miastem i uczelnią związani byli prezydenci, politycy, naukowcy i pisarze. Princeton University wymienia w historii miasta m.in. Jamesa Madisona, Woodrowa Wilsona i Grovera Clevelanda, a ślady George'a Washingtona prowadzą nas oczywiście do czasów rewolucji.
Princeton od stuleci funkcjonuje więc trochę inaczej niż większość niewielkich amerykańskich miejscowości. Ma atmosferę małego miasta, ale intelektualną historię dużej metropolii.
Palmer Square – teraz czas na kawę
Po kilku godzinach historii należy nam się przerwa. Wracamy w okolice Nassau Street i Palmer Square. I właśnie tutaj Princeton zmienia charakter.
Z uniwersyteckiego kampusu wychodzimy prosto do eleganckiego downtown – restauracji, kawiarni, butików, księgarni i niewielkich uliczek. Nie próbujcie przejść Palmer Square w pięć minut. To miejsce stworzone do tego, żeby usiąść. Zamówić kawę. Zjeść lunch. Zajrzeć do sklepu. Obserwować studentów i mieszkańców. Pozwolić dzieciom odpocząć.
Princeton nie jest bowiem wycieczką, podczas której należy gorączkowo „zaliczać” kolejne atrakcje. Największą atrakcją jest tutaj samo miasto.
Sztuka pomiędzy historią
Jeśli mamy cały dzień, szczególnie jeśli pogoda nie dopisuje, warto dopisać do planu Princeton University Art Museum. Muzeum jest bezpłatne dla wszystkich. Obecnie działa od 10:00 do 17:00 od poniedziałku do środy i w soboty, od 10:00 do 20:00 w czwartki i piątki oraz od południa do 17:00 w niedziele.
To dobra opcja również dla rodzin – muzeum wyraźnie zaznacza, że mile widziane są dzieci w każdym wieku. I nagle okazuje się, że nasz jednodniowy Princeton zaczyna robić się niebezpiecznie krótki.
Morven – dom człowieka, który podpisał Deklarację Niepodległości
Z centrum ruszamy na 55 Stockton Street. Znajduje się tutaj Morven Museum & Garden.
Jeśli w 2026 roku – w czasie obchodów 250-lecia Stanów Zjednoczonych – chcecie pokazać dzieciom miejsce naprawdę związane z narodzinami Ameryki, Morven jest świetnym przystankiem.
Dom należał do Richarda Stocktona, jednego z pięciu przedstawicieli New Jersey, którzy podpisali Deklarację Niepodległości. Posiadłość powstała w XVIII wieku, a przez kolejne pokolenia była świadkiem niezwykłej historii. Mieszkało tu również pięciu gubernatorów New Jersey.
Dzisiejsze muzeum nie opowiada już wyłącznie historii bogatych właścicieli. Ekspozycja przedstawia również życie kobiet, dzieci, służby, imigrantów oraz zniewolonych osób, które mieszkały i pracowały w Morven. To ważne, bo historia Ameryki nie zawsze jest historią prostą i wygodną. Richard Stockton był sygnatariuszem dokumentu mówiącego o wolności, a jednocześnie sam posiadał zniewolonych ludzi. Współczesne Morven nie omija tego paradoksu.
Muzeum jest obecnie otwarte od środy do niedzieli w godz. 10:00–16:00, a ogrody codziennie od świtu do zmierzchu.
Teraz jedziemy tam, gdzie walczył Washington
Nie kończymy jeszcze naszej podróży przez rewolucję.
Kilka minut samochodem od centrum znajduje się Princeton Battlefield State Park. 3 stycznia 1777 roku rozegrała się tutaj bitwa, która była zwieńczeniem niezwykłej, dziesięciodniowej kampanii George'a Washingtona. Zwycięstwo pod Princeton miało znaczenie znacznie większe niż liczba żołnierzy uczestniczących w starciu. Pokazało, że armia Washingtona jest w stanie skutecznie przeciwstawić się Brytyjczykom i pomogło zmienić atmosferę wokół amerykańskiej rewolucji.
Dzisiaj jest tu spokojnie. I właśnie ten kontrast robi największe wrażenie. Spacerujemy po zielonych terenach, wiedząc, że prawie 250 lat wcześniej rozgrywała się tutaj walka o przyszłość rodzącego się państwa. W parku można zobaczyć także wspólny grób 21 żołnierzy brytyjskich i 16 amerykańskich, którzy zginęli podczas bitwy.
W pobliżu znajduje się także Stony Brook Friends Meetinghouse, którego historia sięga XVIII wieku. Budynek służył podczas brytyjskiej okupacji jako koszary, a po bitwie udzielano w nim schronienia rannym. Na znajdującym się obok cmentarzu pochowany został Richard Stockton.
Princeton Battle Monument – łatwo go ominąć, a nie warto
Nie mylmy Princeton Battlefield z Princeton Battle Monument. To dwa różne miejsca.
Monument znajduje się bliżej centrum, przy skrzyżowaniu Stockton Road i Nassau Street. Został poświęcony w 1922 roku podczas uroczystości z udziałem prezydenta Warrena G. Hardinga.
Jeśli realizujecie naszą trasę pieszo, łatwo włączyć go do spaceru pomiędzy centrum, Morven i Mercer Street.
A na koniec… kanał
Po całym dniu dat, nazwisk, bitew i zabytków proponuję zakończenie zupełnie inne. Jedziemy nad Delaware & Raritan Canal. Kanał jest kolejnym dowodem na to, jak ważne było położenie Princeton pomiędzy Nowym Jorkiem a Filadelfią. Budowa kanału w latach 30. XIX wieku pomogła jeszcze bardziej zmienić gospodarcze znaczenie regionu.
Dziś nikt nie musi zastanawiać się nad transportem towarów. Możemy po prostu spacerować. Ścieżka biegnąca wzdłuż wody jest idealnym kontrastem dla zatłoczonego centrum i kampusu. Jeśli przyjechaliśmy z rowerami, tym lepiej. Nie trzeba pokonywać dziesiątek mil. Wystarczy wybrać niewielki fragment, przejść się wzdłuż kanału i potraktować go jako spokojne zakończenie dnia. Jesienią, kiedy drzewa zaczynają zmieniać kolory, może to być jedna z najpiękniejszych części całej wycieczki.
Princeton z dziećmi? Zdecydowanie tak
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to wycieczka przede wszystkim dla dorosłych. Niekoniecznie.
Tylko nie róbmy dzieciom sześciogodzinnego wykładu z historii. Zamiast tego można urządzić princetonowskie poszukiwanie skarbów. Kto pierwszy znajdzie Nassau Hall? Kto wypatrzy tygrysa – symbol Princeton University? Czy uda się odnaleźć dom Einsteina? Kto zrobi najlepsze zdjęcie starego uniwersyteckiego łuku? Gdzie walczył Washington?
Nagle historia przestaje być rozdziałem w podręczniku. Staje się miejscem, po którym można chodzić.
I właśnie takie wycieczki dzieci często pamiętają najdłużej.
Niewiele miejsc w New Jersey pozwala w ciągu jednego dnia odbyć podobną podróż.
Zaczynamy w kolonialnej Ameryce. Stoimy przed budynkiem ostrzeliwanym podczas rewolucji. Idziemy ulicą, którą chodził Albert Einstein. Jemy lunch w eleganckim college town. Odwiedzamy dom sygnatariusza Deklaracji Niepodległości. Stoimy na polu bitwy Washingtona. A wieczorem spacerujemy wzdłuż XIX-wiecznego kanału.
I wszystko znajduje się właściwie na wyciągnięcie ręki. Princeton nie potrzebuje parków rozrywki, ogromnych billboardów ani spektakularnych atrakcji. Jego największą atrakcją jest historia, która zachowała się tutaj w wyjątkowo namacalnej formie. W murach. W domach. W nazwach ulic. W uniwersyteckich dziedzińcach. W polach, po których maszerowali żołnierze. I w zwyczajnym domu przy Mercer Street, z którego pewnego ranka Albert Einstein wychodził do pracy.
Dlatego nie proponujemy tylko zwiedzania. Proponujemy spacer przez prawie 300 lat amerykańskiej historii.
I być może właśnie teraz, gdy Stany Zjednoczone obchodzą swoje 250-lecie, trudno o lepszy moment, żeby ten spacer odbyć.

Kategoria: Podróże > Weekend z PLUSem
Data publikacji: 2026-09-08











